Wbrew pozorom i opiniom starszych studentów, pierwsza sesja nie była zbyt wymagająca. W trakcie jej trwania, nie otworzyłem żadnego zeszytu i książki, nie korzystałem z żadnych materiałów dydaktycznych. Dość długo użerałem się jedynie z geometrią wykreślną, zaliczyłem ją dopiero w ostatni dzień sesji poprawkowej, ale...zaliczyłem:) Prawdę mówiąc, więcej czasu poświęciłem nauce przed sesją, dzielnie walcząc o wpisy zaliczające ćwiczenia, które są warunkiem dopuszczenia do egzaminu. No i się udało. Większość przedmiotów zaliczyłem w terminach zerowych, także na kilka dni mogłem zamknąć drzwi pokoju na stancji i powrócić do rodzinnego domu, całkowicie zapominając o uczelni. Czas poświęciłem na treningi, spotkania ze znajomymi i przede wszystkim dla mojej ukochanej (Kocham Cię Iza!). Trochę żałuję, że rodzina zeszła po części na drugi plan i na dobrą sprawę, przez ten okres w domu byłem gościem. Ale oni to rozumieją. Niestety, wszystko co dobre, szybko się kończy. W niedzielę upłynął czas wypoczynku i trzeba było wrócić do rzeczywistości. W poniedziałek zaczął się drugi semestr, podobno gorszy i wszystko na to wskazuje, że taki będzie. Zaczynając od tego, że każdego dnia zajęcia zaczynają się o 7:30, kończąc na tym, że weszły nowe przedmioty (mechanika, chemia...) i nowi, jeszcze wredniejsi wykładowcy. Także czas zabierać się do 'intensywnej' pracy. Jutro idę oddać indeks do dziekanatu aby zamknąć rozdział pt. 'Pierwszy semestr'. Mam nadzieję, że te 'miłe' panie nie doszukają się błędów i nie odeślą mnie z kwitkiem. To tyle co miałem do wyrzucenia z siebie. Do następnego razu.
mk
skomentuj (1)
Na pewno wielu z was usłyszało od starszych kolegów lub koleżanek dobrej rady, że idąc na studia, trzeba być głównie przygotowanym na masowe imprezy, bądź inne libacje alkoholowe. Wiem o tym, bo osobiście to przeżywałem. I w tym momencie udzielę wam dobrej rady, wybijcie to sobie z głowy. Im szybciej to zrobicie, tym lepiej dla waszej studenckiej przygody. Owszem, jest to nieodłączny element studiów, ale imprez nie można traktować jako priorytet, a przynajmniej nie na I roku. Na początku trzeba się poświęcić i naprawdę sumiennie przyłożyć do nauki, a później, kiedy 'zapoznacie' się ze studiami i atmosfera się rozluźni, będziecie myśleć o przyjemnościach. Szukając lokum, nie pchajcie się na siłę do akademika. Tak, wiem, tam są najlepsze imprezy. No i co wam po tym? Kac, brak pieniędzy i kompletna pustka w głowie. W domu studenckim warunki do nauki są marne, a w dodatku jest tam jeden wielki syf. Pewnie wielu z was teraz pomyśli 'a mój kolega to ciągle imprezował, olał kompletnie naukę i jest na IV roku'. JAK CHUJ! Tu, na studiach, nie ma tak łatwo. Bez nauki szanse są bliskie zeru, aby przeskoczyć na kolejny semestr. W dodatku prowadzący dany przedmiot ma wylane, nie pobiegnie za tobą, jak to bywało w liceum, abyś zaliczył jego przedmiot. Dlatego przede wszystkim nauka, aby wszystko gładko pozaliczać, a później imprezy. Oczywiście, jeśli ktoś idzie na studia się bawić, droga wolna, ale później są tego różne nieprzyjemne konsekwencje. Niedowiarki, wspomnicie jeszcze moje słowa.
Nie pisałem tego, aby kogoś wystarszyć, bo sam lubię się zabawiać, ale wiem, jak jest naprawdę.
Tak wiem, jestem głupi, bo założyłem bloga. W zasadzie nie wiem co mnie do tego nakłoniło. Nie mam kompletnie pomysłu na prowadzenie tego stworzenia, ani czasu. Nowe notki pojawiać się będą raz tudzież dwa razy w kwartale i nie będą dotyczyły one świata szołbiznesu, polityki czy innego kabaretu. Skupię się na nieobliczalnym obliczu studenta. W miarę możliwości postaram się ulepszać to cudo także pod względem wizualnym. No i tyle słowem wstępu. JOŁ